Ptaki miasta 13.11

W ramach kontynuacji postów o kępie potockiej, pragnę dokładniej opisać Zielonkę. Jej nazwa wzięła się w rzeczywistości od zabawnej pomyłki. Otóż zachwyceni hojnością powitania kępy, zmyleni przez jednolity dziób ptaka stwierdziliśmy że młoda kokoszka którą widzieliśmy, była zielonką. Najbardziej zapamiętały widok przedstawił chruściel skaczący po drzewach na wyspie. Od tego czasu więc nazywaliśmy więc ów wyspę Zielonka. To mała wyspa, ale o wielkim znaczeniu. Królestwo mandarynek. To właśnie tu lęgną się bądź lęgnie się, jedyna para na kępie tych ptaków (warto zauważyć, że mandarynki lęgną się w dziuplach drzew często ponad 8 metrów nad ziemią, a pisklęta skaczą nie do wody a na trawę, dwie godziny po urodzeniu!). Z Zielonki wystaję moc pni, gałęzi i powalonych drzew. Siedzą na nich mandarynki, często całymi dniami. Bardzo chętnie też tam tokują i się pierzą. Na tych gałęziach można a właściwie nie da się nie spotkać zimorodka. Uwielbiają tam siadać i wystarczy spędzić 10 minut rano w listopadzie, żeby zobaczyć tego wspaniałego i coraz rzadszego ptaszka, w dodatku często bardzo blisko. Pod linią gałęzi i krzaków lęgną się łyski a nad linią- krzyżówki. Często żerują tu także nurogęsi- rybożerne kaczki i nasze największe blaszkodziobe- łabędzie nieme.

Zielonka od strony końca kępy
Zielonka z innej strony
Samiec mandarynki na zielonce
młoda mandarynka
Pierwowzór nazwy zielonki: )
Zimorodek z Zielonki
Samica zimorodka z Zielonki

Ptaki miasta 13.11

Dzisiaj krótka notatka o ptasiej ważności kępy potockiej:

Dlaczego kępa potocka jest ważna dla warszawskich ptaków?

Wisła w Warszawie wciąż jest dzika- dużo jest na niej łach, na jednej stronie brzegu wciąż rzadko pojawiają się ludzie. Mimo wszystko spokojne starorzecza i jeziora są bardzo lubiane przez ptaki. Jeziorko czerniakowskie i stawy raszyńskie są bardzo ważne. Wciąż jest legendarne jezioro zgorzała- legną się tu zauszniki, czajki, krwawodzioby, cyraneczki a nawet można tu spotkać perkoza rdzawoszyjego i perkozka. Warszawa jest jednak olbrzymia i żoliborską alternatywą jest kępa potocka. Kępa Potocka jest największym akwenem (oprócz Wisły) na Żoliborzu. Ma dwa kilometry długości. Można ją podzielić na trzy części- basen dolny, górny i środkowy. Basen dolny obejmuje małą, ale szeroką część kępy potockiej na Żoliborzu. Jest niezarośnięta, najwyżej lichymi turzycowiskami. To ważne miejsce dla ptaków otwartej wody. Basen środkowy obejmuje najdłuższą część kępy potockiej. Jest silnie zarośnięty trzcinami, turzyce są tu rzadkie i prawie w ogóle ich nie ma. To najbardziej różnorodna zwierzęco część starorzecza. Kolejną częścią jest basen górny. Położony jest na terenie Bielan. Porośnięty turzycą, jest bielańskim odpowiednikiem basenu dolnego. Najciekawszą częścią jest wyspa zielonka, miejsce występowania wielu ptaków. Na kępie Potockiej stwierdziliśmy 57 gatunków ptaków. Podczas przelotów widzieliśmy tu bardzo rzadką kaczkę- krakwę, bączka- bardzo rzadką i najmniejszą czaplę Polski, czaple siwą i gęgawę- na niebie ale nie wykluczone że lądowały, wąsatkę- rzadkiego wróblowego. Zimują tu mewy srebrzyste i śmieszki. To jedno z największych zimowisk zimorodka. Dzięki obfitości ryb można tu spotkać jesienią także nurogęsi. To jedno z większych lęgowisk trzciniaka w Warszawie. Lęgnie się tu także prawdopodobnie w jednej parze trzcinniczek- mniejszy kuzyn trzciniaka. Na Zielonce można spotkać mandarynki, zimorodki, kokoszki i łyski. W szczytowym okresie na kępie może być tych ostatnich nawet 80. Z blaszkodziobych jeszcze spotkać można tu łabędzie nieme. Najliczniejsze są podczas jesiennych przelotów, ale lęgną się tu również. Poza tym obecność owocowych drzew ściąga tu inne ptaki niż wodno-błotne. Występują tu licznie wróble, mazurki, pełzacze. Występują tu rzadkie dzięcioły- czarne- największe polskie, zielone, duże a nawet średnie- bardzo rzadkie. Kwiczoły, modraszki, bogatki, szpaki, kapturki, piegże, pleszki a nawet słowiki. 

Na dzisiejszej wyprawie z Marysią Śledziewską i Mikołajem którzy wielokrotnie wysyłali nam namiary na Kępę. Głównym celem wyprawy był zimorodek, ale o dziwo nie pojawił się. Widzieliśmy za to lądowanie nurogęsi, czyszczenie pazurów u sokoła wędrownego i słyszeliśmy kląskanie słowika (nowy gatunek). Poza tym pierwszy raz od paru wypraw na kępie zauważyłem dzięcioła zielonego, niestety jak zwykle nie chciał pozować. A od jutra u nas na tarasie karmnik dla łuszczaków i sikor: )

Coś mi nie wyszło to manicure…

ptaki miasta 12.11

Dzisiaj był niepowtarzalny dzień. Wstaliśmy rano aby pójść na kępę. Tym razem mama i ja postanowiliśmy pokazać zimorodka jej mamie. Poszliśmy więc rano, przygotowani na zobaczenie klejnocika. Pierwsze co zobaczyliśmy to bardzo dziwne, żółto białe punkty w stadzie krzyżówek, łysek i śmieszek. Jak podeszliśmy okazało się, że były to nurogęsi!!!To bardzo rzadkie ptaki, które widywaliśmy nad Wisłą, wtedy tylko samice, teraz pierwszy raz mogliśmy podziwiać samce tych niezwykłych ptaków. Nurkowały co chwilę, ale były mało płochliwe. Niestety fatalne warunki oświetleniowe nie pozwoliły im zrobić dobrych zdjęć. Były dwie samice i dwa samce. Kiedy już odrywaliśmy wzrok od nurogęsi minął nas Pan, który widząc, że obserwujemy ptaki wskazał nam miejsce w którym był sokół wędrowny! Okazało się że Pan jest specjalistą od tych ptaków! Fotografowałem je ile wlezie. Sokół wędrowny to najszybszy organizm na ziemi. W locie nurkowym może osiągnąć 336 kilometrów na godzinę. Kiedy na chwilę oderwaliśmy z kolei wzrok od sokoła zobaczyliśmy niezwykły spektakl: kleptopasożytnictwo. Ile razy któraś z nurogęsi coś wyłowiła (i to nie był żaden narybek, tylko duże, potężne ryby!) zaraz rzucał się na nie cały rój śmieszek, które odbierały jej zdobycz. Nurogęsi zgorszone ich zachowaniem poderwały się i ruszyły wzdłuż kępy. Ostatecznie nawet nasz cel nie zawiódł: zimorodek się ładnie pokazał, zapolował i poleciał. Na domiar dobrego późnym popołudniem słyszeliśmy znów po raz drugi cytadelskiego puszczyka: to znaczy że jest tu już od conajmniej dwóch tygodni.

Nurogęś:)
I jeszcze jeden portret
sokół wędrowny

Ptaki miasta 10.11

Dzisiaj rano, jak zwykle byliśmy na Kępie. Udało mi się najbliżej w życiu podejść zimorodka, i zrobiłem mu udane zdjęcia. Poza tym, dokarmialiśmy piżmówkę, która została sama na lodzie (jeżeli jej nie odłowią jak reszty piżmówek przed zimą, to na lodzie zostanie dosłownie). W dodatku piżmówka od sierpnia, dzień i noc skubie skrzydła, wymienia pióra i je czyści. Pragnę przypomnieć, że skrzydeł jej przecież nie połamano, tylko je przycięto. Tak duże poświęcenie jakie wykonuje w stosunku do piór sprawiło, że powoli uczy się latać. I potem się zastanawiamy jak to jest, że nie mamy już rożeńców, a jakieś inwazyjne, obce kaczki. Sama piżmówka jest urocza i bardzo nas lubi. Zima może ją zaskoczyć. Poza tym chciałbym przedstawić listę ptaków wodnych, które widzieliśmy na kępie. Jest ich aż szesnaście!

1 krakwa

2 mandarynka

3 krzyżówka

4 piżmówka

4 łabędź niemy

5 mewa srebrzysta

6 mewa śmieszka

7 łyska

8 kokoszka

9 zimorodek

10 gęś gęgawa (przelotem, na niebie)

11 trzciniak

12 trzcinniczek

13 rokitniczka

14 bączek

15 czapla siwa

16 wąsatka

Poza tym zapraszam do obejrzenia filmu o ptakach kępy potockiej w listopadzie: ) https://www.youtube.com/watch?v=P8SU0aOedJI

Zimorodek z kępy
ten sam zimorodek w innej pozie
Wąsatka

Ptaki miasta 09.11.2020

No cóż, dużo się działo. Aż za dużo, żeby po tak długiej przerwie wszystko dokładnie opisać. Wpadłem jednak na pomysł, że można opisać pojedyncze sytuacje dookoła najrzadszych gatunków. Dlatego krótki opis sytuacji od wilgi w Warszawie aż do dziś- Podkarpacie-do drugiej połowy września (od drugiej połowy lipca, więc dwa miesiące). Druga połowa września Warszawa, od 1 października 3 dni nad morzem. Od początków października do dziś- „ptaki miasta”, Warszawa. Dzisiaj więc opisze historię, od początku jesiennych „ptaków miasta”, przez półwysep helski, do dziś. 

Zimorodek, 21.09.2020- gatunek zaobserwowany podczas pierwszej wyprawy na Kępę, wtedy niesłychanie egzotyczny, dziś wiemy że to pospolity jesienny mieszkaniec kępy. Polecam wysepkę na końcu bielańskiej kępy, mieszka tam samica, która lubi pozować. Pierwsza wyprawa zaowocowała obserwacją toków mandarynek. Na pniu zaobserwowaliśmy piżmówki, ptaki o których obecności zostaliśmy powiadomieni już w sierpniu, przez Marysię, naszego „obserwatora na miejscu zdarzenia”. W 2014 roku nieodpowiedzialny hodowca wypuścił te bardzo ciekawe kaczki rownież na kępie, ale po dwóch dniach zostały odłowione. Teraz, w dobie pandemii zniknęły. Są już pojedyńczo odławiane- były cztery osobniki, jedna samica z pisklaczkiem i dwa samce. Teraz można już spotkać tylko jednego samca na ostatniej wyspie na końcu kępy. Kolejna ciekawa obserwacja to młodciana kokoszka, która przez jednolity dziób zmyliła nas i myśleliśmy że była to zielonka. Ptak zabawnie skakał po gałęziach na wcześniej wspomnianej wyspie- na pamiątkę tej pomyłki ochrzciliśmy wyspę piękną nazwą „Zielonka”. 

Kwokacz, świstun, biegus malutki i kszyk, 01, 02, 03, 04.10.2020- Zawsze przez to że pasjonowałem się ptakami byłem na doczepkę- przecież ptaki są wszędzie, stałym elementem każdej podróży było sprawdzanie awifauny danego regionu. Tym razem jednak wyprawa naprawdę pasowała- przecież morze na przełomie września i października to obowiązkowy element listy wyjazdowej ptasiarza. Podczas podróży cały czas martwiłem się że nie będzie tam siewkowców. Może będą tylko łabędzie, kaczki, mewy i kormorany. W sumie czemu nie? Na szczęście, kiedy dojechaliśmy i poszliśmy pod nocą na plaże odkryłem że martwiłem się na marno. Nie było wprawdzie siewek, bo było już strasznie późno, ale za to roiło się od ich śladów. Na dodatek kiedy robiło się już zupełnie ciemno na plaży zobaczyliśmy dwa lisy. Następnego dnia wstaliśmy równiuteńko z świtem. Kiedy różowiło się na dotychczas czarnym niebie byliśmy na nogach. Mimo wszystko, kiedy już doszliśmy na plaże, to słońce wyszło na dobre. Już po paru krokach, na małej łasze zobaczyliśmy że w stadzie śmieszek i mew srebrzystych biegały dwa siewkowce- siewnice. Później przez następną godzinę zobaczyłem kolejne stada siewnic i biegusy zmienne. Oczywiście na plaży pełno było też śladów dzików. Tuż przed tym jak poszliśmy na śniadanie wziąłem się za obserwacje latających na horyzoncie mew. I tak się wspaniale zdarzyło że pierwsza „mewa” na którą trafiłem była rybitwą czubatą, gatunkiem rzadkiej, niezwykłej rybitwy (z czubem, jak sama nazwa wskazuje). Następnego dnia wstaliśmy równie wcześnie i zobaczyliśmy dwa biegusy malutkie. Biegały strasznie szybko, prawie pod nogami. Kiedy plątały się pod nogami olbrzymich mew srebrzystych i siodłatych tylko czekałem, aż któraś z nich schyli głowę i połknie małego awanturnika. Na szczęście nic takiego się zdarzyło. Biegus był jednak na tyle blisko że zrobiłem mu dobre zdjęcia. Później poszliśmy na uroczysko Każa. Na początku sfotografowałem klucz gęsi, ale potem rozpadał się deszcz, więc mimo że zobaczyliśmy mysikrólika, kszyka i zimorodka nie mogliśmy im zrobić zdjęć. Wracając jednak sfotografowałem kruka i zrobiłem moje najlepsze zdjęcia biegusów malutkich. Szybko wróciliśmy do rezerwatu i rozbiliśmy czatownie na piaszczystym brzegu. Ja w woderach pluskałem się w wodzie dochodząc na niedostępne łachy, przypatrując się śladom ptaków i starając się wypatrzyć zimorodka. Gdy przeciskałem się przez  trzcinowisko (w wodzie) w stronę czatowni zobaczyłem nagle że równo ze mną, tylko szybciej leci tam wielki siewkowiec, z niezwykle długimi nogami. Pierwsza myśl- „Szczudłak!” i przyśpieszyłem żeby zdążyć na miejsce nim poleci. Nagle zobaczyłem że szczudłak wyleciał i pędził w moją stronę, po czym wylądował na łasze parę metrów ode mnie. Okazało się że nie był to szczudłak, ale kwokacz, inny ciekawy siewkowiec. Zrobiłem mu pełno zdjęć, zanim ten oryginalny brodziec z krzykiem poleciał w stronę stada kaczek gdzie wylądował. Na koniec, podczas spaceru zobaczyliśmy jeszcze mysikrólika, myszołowa, świstuna, kruka i bekasa kszyka. Potem pojechaliśmy do Juraty, gdzie obserwowaliśmy pliszki, czaple, nurogęsi i zachód czerwonego słońca. Następnego dnia wyjeżdżaliśmy. Kiedy poszliśmy na plażę, o dziwo, nie zobaczyliśmy ani jednego siewkowca. Widzieliśmy za to stado czernic, lodówkę i gągoła. Na koniec poszliśmy do rezerwatu Każa, tuż przed wyjazdem i zobaczyliśmy kobuza, zimorodka, stado czapli, biegusa zmiennego, świstuna i bekasa kszyka. To był wyjątkowo miły i udany wyjazd.

Bielik, kszyk, czajka, cyraneczka, płaskonos, czapla biała i świstun, 01.11.2020- Tydzień po krótkiej wyprawy do Brańszczyka nad Bugiem pojechaliśmy do rezerwatu Stawinoga nad Narwią. Jak zwykle obiecywali gruszki na wierzbie, ale po wyprawie nad bugiem byłem na to przygotowany (no dobra, w Brańszczyku było wspaniale, widzieliśmy bobry, dziki, zimorodki, sarny i bażanty). Przyjechaliśmy i zobaczyliśmy dużo kormoranów. Właściwie można byłoby powiedzieć, że najciekawsze co było, to klucz żurawi gdzieś nad drzewami. Śmialiśmy się że miejsca na ptaki dzielą się na dwa rodzaje- miejsca gdzie obiecują że pelikany zatańczą nam walca dwa metry od nas, a jak się przyjeżdża widać tylko krzyżówki i łyski i miejsca, gdzie mówi się, że „to tylko wybetonowane jeziorko na Żoliborzu” jak np. Kępa Potocka, a okazuje się, że mieszkają tam wąsatki, krakwy, trzciniaki, trzcinniczki, rokitniczki, zimorodki i mandarynki.

Później, kiedy już myśleliśmy że nie zobaczymy nic więcej pojechaliśmy do jeziora od drugiej strony. Na początku zobaczyliśmy tylko pustułkę, i nie byliśmy wstanie znaleźć jeziora, ale w pewnym momencie zza drzew poderwały się setki gęsi, kaczek, czapel, kormoranów i wielu innych ptaków a nad nimi unosił się bielik! Bieliki pamiętałem tylko z Biebrzy jak polowały na ryby i siedziały na gniazdzie. Czym prędzej wsiedliśmy do samochodu i bardzo terenową drogą ruszyliśmy w tamtą stronę. Wjechaliśmy i nie mogłem nic zobaczyć oprócz słuchania gęgania, kwakanie i wielu innych dźwięków. Nagle zobaczyłem wyrwę w trzcinach i czym prędzej tam podbiegłem. Oniemiałem. Praktycznie cały staw pokryty był kaczkami, gęsiami, czajkami, mewami, czaplami białymi a na pierwszym planie, sześć metrów ode mnie na zatopionej gałęzi w wodzie siedziały dwa bieliki. Były naprawdę blisko. Mniejszy samiec natychmiast poleciał a większa samica przez minutę mi się przypatrywała. Zrobiłem jej pełno zdjęć zanim dołączyła do samca po drugiej stronie stawu. Zacząłem się przypatrywać kaczkom. Były wśród nich cyraneczki, krakwy, świstuny, płaskonosy i gęsi. Na łachach siedziały czajki i bekasy kszyki. W wodzie chodziły dziesiątki czapli białych i siwych. Wśród mew dominowały śmieszki. Naprawdę to było niezwykłe, a rezerwat Stawinoga będziemy odwiedzać częściej. 

Wąsatka, krab, zimorodek, 05.11.2020- To była najlepsza wyprawa na Kępę aż do dzisiaj, a odbyła się niedawno, zaledwie 4 dni temu. Kiedy przyszliśmy od razu zauważyliśmy stada śmieszek. Wśród nich były aż trzy mewy srebrzyste- niesamowite, bo jeszcze dwa dni temu była tylko jedna, zaobrączkowana. W pewnym momencie któraś z śmieszek coś wyłowiła, najwyraźniej bardzo wartościowego, bo rozkrzyczała się strasznie. To było nierozważne bo zaraz podleciała do niej dwie mewy srebrzyste. Nie musiały krzyczeć, walczyć, wystarczyło że w milczeniu usiadły przed nią na wodzie. Śmieszka zaraz wypuściła zdobycz i uciekła ile sił w skrzydłach. Mewa Srebrzysta chwyciła ofiarę w dziób i poleciała na platformę blisko nas. To był krab! Prawdziwy, przysięgam! Na Kępie Potockiej żyją kraby! Ruszyliśmy dalej i szybkim krokiem- jak zwykle chcieliśmy minąć pierwsze trzcinowisko. To dość nieciekawe miejsce, jedyne sentymenty jakie z nim mieliśmy to to, że tu widzieliśmy po raz pierwszy trzciniaki. Nagle stanąłem jak wyryty. Na czubku trzciny siedział mały ptaszek i ćwierkał. Normalnie bym pomyślał że to wróbel, ale ćwierkał inaczej, bardziej dźwięcznie. Przybliżyłem i poczułem jak trzęsą się pode mną nogi. „Wąsatka” szepnąłem.                                                                                                                                                                                                                                                Ewidentnie, siedziała tam! Robiłem jej pełno zdjęć, moja mama kręciła. Ptaszek nie bał się nas zupełnie. Poskubał parę razy trzcinę i poleciał, zniknął za drzewami. W na przełomie 2019/2020 roku zrobiła się sensacja- na kępie potockiej pojawiła się wąsatka!!! To bardzo rzadki ptak, występujący w trzcinowiskach na zachodzie Polski, w dodatku bardzo osiadły więc sensacja była podwójna. Z Warszawy i okolic zjechały się setki ptasiarzy pragnących zobaczyć tego niezwykłego ptaka. Przezimował tu i poleciał na tereny lęgowe. Na początku wydawało mi się, że to ten sam samiec, ale widocznie nie- nie zobaczyliśmy już go podczas następnej wyprawy. Ciekawe co takiego ma w sobie kępa potocka, że polubiły ją wąsatki. Jeszcze później, kiedy dochodziliśmy już do zielonki zobaczyłem sołtysa- samca w szacie spoczynkowej. Zrobiliśmy mu dużo zdjęć i poszliśmy dalej. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się przy płynącej kokoszce. „Kępiańskie” kokoszki już odleciały, ale ta z poza Kępy postanowiła tu przezimować. W tym momencie na jej wysokości śmignął nam zimorodek. Właściwie widywaliśmy je tu już właściwie codziennie, ale ten nie zniknął w trzcinach, ale usiadł na gałęzi! Przez parę minut robiliśmy mu zdjęcia a on skakał z gałęzi na gałąź. Właściwie to „ona”, bo to była samica. Dwa dni później (przedwczoraj) zrobiliśmy dużo zdjęć samca, który siedział w trzcinach na wysokości numeru 27, i tej samej samicy na zielonce. Na tej podstawie stwierdziliśmy, że na kępie regularnie siedzą 3 zimorodki, a nieregularnie może być ich tu więcej. 

Krogulec, 30.10.2020- podczas lekcji online miałem jedną odwołaną lekcję, więc miałem 50 wolnych minut. To za mało żeby pojechać na Kępę Potocką, ale mogliśmy zajrzeć do dość nieciekawego stawiku obok nas. Zamiast ptaków było tu dużo płazów, min. traszki. Jak przyjechaliśmy okazało się, że były tu trzy kaczki, dość rzadki widok. Zaczęliśmy kręcić pod wodą i już przygotowywaliśmy się do pójścia, kiedy nagle zauważyłem że kąpał się grzywacz. Właściwie nic specjalnego, ale w pewnym momencie tak się zaczął chlupotać, że po prostu musiałem mu zrobić zdjęcie. Przybliżyłem i prawie upadłem na brzuch. To był krogulec. Krogulca pierwszy raz widziałem w naszym ogrodzie, to była samica. Zrobiłem jej wyjątkowo nieudane zdjęcie a jego wartość pomniejszyło jeszcze to, że samica upolowała mazurka. Później dwukrotnie widziałem samice w locie, w obu przypadkach goniły ją wrony. Teraz zobaczyłem samca, i to w dodatku w kąpieli! Skradając się szybko, jak dwa psy gończe pędziliśmy w stronę krogulca. W pewnym momencie stanęliśmy obaj jak wyryci. Dwa i pół metra od nas, w wodzie siedział krogulec. Kiwał głową, po czym wleciał na stojące jeszcze bliżej nas drzewko. Otrząsnął się i zaczął się czyścić.W pewnym momencie znowu wleciał do wody i z powrotem. Przez dziesięć minut pozwalał się kręcić i fotografować! Ostatecznie, zupełnie z własnej woli, odlazł parę metrów arystokratycznym krokiem i poleciał. Krogulec to nasz najmniejszy krajowy drapieżnik, dlatego mówi się na niego „jastrząb wróblarz”.

Inne ciekawe (nowe) gatunki zaliczone do listy ptaków miasta- nurogęś (Wisła), sosnówka (okolice domu), czapla biała, głuptak (prawdopodobnie, zgłaszany do KF)- z okna, dzięcioł zielony (Kępa potocka!), dzięcioł czarny (też Kępa), dzięcioł średni (ogród), puszczyk (okolice domu)

I już niedługo zima! Czekamy na jemiołuszki i czeczotki:) W następnym poście opis najciekawszych gatunków stwierdzonych na Podkarpaciu, ptaków i nie tylko:)

Zimorodek z kępy potockiej
Samiec krogulca po kąpieli
„ogrodowy” dzięcioł średni (z jednego gatunku dzięcioła jesienią zrobiło się aż 4 gatunki!)
bielik z rezerwatu stawinoga
niezwykły obraz rezerwatu stawinoga
nurogęś z Żoliborza
Samiec kapturki który odwiedzał przez dwa-trzy tygodnie naszą winorośl, jedno z moich lepszych zdjęć
Biegus zmienny z rezerwatu Każa

Kwokacz

biegus malutki

ptaki miasta 18.07

Dzisiaj jest ostatni dzień tej części akcji „ptaki miasta”. Wczoraj poszliśmy na kępę potocką aby się pożegnać i czekały na nas aż trzy prezenty. Na początek wypłynęła malutka kokoszka wpływając w trzciny i przypatrując się nam jednym okiem. Później kiedy doszliśmy do końca kępy czekała nas jeszcze jedna niespodzianka: na brzegu siedziała samica mandarynki z dwoma, małymi mandaryneczkami. Były strasznie ciekawskie i biegały w kółko. O ile wiem jest to pierwszy dowód na gniazdowanie tego gatunku na kępie, gdyż wątpię żeby przywędrowały skąd indziej, sądzę że miały najwyżej trzy dni, a musiałyby przekroczyć ruchliwą szosę. Ostatecznie opuściliśmy mandarynki, uważnie patrząc czy nie ma bączka. Czekały na nas jeszcze trzy podloty trzciniaków dając ostateczny dowód na gniazdowanie tego gatunku na kępie potockiej (po głosie głodnych młodych sądzę że jest to pięć, maksymalnie sześć par). Dziś udało nam się po głośnym, chrapliwym chrraaaaap znaleźć wilgę, która jako gatunek nr. 62 ostatecznie zakończyła tę część liczenia.

wilga
podlot trzciniaka
mała mandarynka

ptaki miasta 17.07

Dzisiaj chciałbym powrócić do wydarzenia którego nie opisałem ale było wyjątkowe. Nieco ponad tydzień temu udaliśmy się na kępę o piątej rano. Widzieliśmy rokitniczkę i podlota sikory modrej więc właściwie ciekawe stworzenia. Kiedy jednak mijaliśmy duże trzcinowisko usłyszeliśmy wyraźne „wor wor wor”. Ja twierdziłem że to bąk a moja mama że to żaba i ruszyliśmy w stronę mostu żeby przejść na drugą stronę i zobaczyć co to. Kiedy sprzeczaliśmy się z trzcinowiska wyleciał: nie mogąc słuchać tych głupot samiec bączka. Wylądował na trzcinie a my zaczęliśmy go fotografować. Bączek po paru minutach zszedł trochę głębiej przyglądając się nam przez małą dziurę w trzcinach i zniknął. Bączki to nasze najmniejsze czaple, w kłębie są wielkości kruka. Są też bardzo rzadkie i dość kolorowe, samiec ma niebieskie skrzydła z białą plamą. Dopiero dzisiaj zauważyłem jeden szczegół. Na jednym z zdjęć widać że bączek ma pełne wolę. Zastanawiam się czy to możliwe że bączek gdzieś w głębi trzcin ma gniazdo. Jeżeli ktoś jeszcze widział kiedyś bączka na kępie potockiej proszę o wiadomość!

bączek
schowany bączek

ptaki miasta 11.07

Niedawno doszliśmy do wniosku że kolejnym miejscem, którego przed ostatecznym, definitywnym końcem akcji nie odwiedziliśmy jest jeszcze żoliborska część Wisły. To dość od nas niedaleko i doszliśmy tam około dziesiątej. Setki jerzyków unosiło się tuż nad wodą i c e n t y m e t r y przed nami. Po bulwarach radośnie biegały też pliszki i co pewien czas przelatywała śmieszka, ale naprawdę ciekawie zrobiło się kiedy zobaczyliśmy, że na drucie, który był kotwicą małego jachtu siedzi kilkanaście jaskółek brzegówek. Te przepiękne ptaszki są znane z tego, że budują kolonie na piaskowych skarpach przy dużych rzekach, kopiąc setki norek obok siebie. Za nimi widać było ich kolonie, ale młode były już dorosłe więc była opuszczona. Dołączył do nich podlot dymówki, a wracając zahaczyliśmy o kolonie oknówek i tym sposobem zobaczyliśmy wszystkie trzy lęgowe gatunki jaskółek polski, ale brzegówka była moim odwiecznym marzeniem, zwłaszcza, że dzień przed tym widziałem o niej film przyrodniczy. Następnego dnia razem z naszymi sąsiadami na kępie zauważyliśmy kokoszkę z małym co potwierdza, że ten gatunek tu gniazduje oraz parę podlotów trzciniaków. Jak się okazało brzegówka była gatunkiem nr. 58 więc spróbujemy brzeg ten jeszcze parę razy przejść zwłaszcza, że słyszeliśmy, że pojawił się tam bielik, który byłby gatunkiem 59 i przy jeszcze jednym czymkolwiek doczołgalibyśmy się do sześćdziesięciu gatunków na Żoliborzu!

podlot dymówki i brzegówka
brzegówka
mała kokoszka

ptaki miasta (albo raczej gady) 06.07

dzisiaj idąc ścieżką przez kępę potocką martwiła niejedna rzecz. Ostatnio kiedy byliśmy na kępie nie widzieliśmy prawie nic i obawiałem się, że nic już z biednej kępy potockiej nie wyciągniemy. Trochę pocieszyliśmy się jak usłyszeliśmy hordy głodnych trzciniaków w gnieździe ,ale trzeba by mieć nie lada „trzcinołamacza” żeby je sfotografować. Kilka metrów za mostem Grota po stronie bielańskiej leży duży pień. Na nim wygrzewała się mała łyska, która wyglądała tak przezabawnie, że musiałem ją sfotografować. W pewnym momencie moja mama powiedziała: – Widzisz to coś za łyską? – Tak, ale to jakiś śmieć- stwierdziłem zbyt pochopnie jak się miałem przekonać. Miałem już urazę do tego pnia, bo jego złocisty koniec pomyliłem z śpiącym perkozem zausznikiem doświadczając wielkiego rozczarowania. Ruszyliśmy dalej, mijając pień znowu spojrzałem na łyskę i jednocześnie na śmiecia. -Czekaj czy to nie jest żółw?- krzyknąłem. Wielki, opasły żółw ozdobny przyglądał nam się z wpół zanurzonego pnia. Zbliżyliśmy się i zanurkował. Żółwie ozdobne naturalnie występowały w małych ciekach wodnych w całej Ameryce północnej, ale przez to że były kolorowe i łatwe w hodowli ktoś zaczął je wypuszczać tak samo jak z norkami amerykańskimi, szopami, jenotami i piżmakami żółwie ozdobne szybko opanowały Europe. W Polsce to wciąż jeden z rzadszych gatunków, ale: zwłaszcza na polesiu grozi naszemu rodzimemu żółwiowi błotnemu. Jakoś na strasznego zagranicznego mordercę nie wyglądał, kiedy przypatrywał nam się w środku Warszawy.

ptaki miasta 29.06.20

Ponieważ chwilowo jesteśmy w mieście na chwile odświeżamy akcje „ptaki miasta”. Do listy od trzech dni dołączyła pałaszująca morwy piegża oraz rokitniczka z ważką w dziobie z kępy potockiej. Poza tym widziałem pierwszy raz samice kapturki również na morwie, na którą mamy bezpośredni widok z balkonu. Poza tym trudno nie zauważyć wszędobylskich podlotów wron domagających się jedzenia, małych mazurków wyglądających na wiecznie obrażone i młode szpaki. Czerwiec jest miesiącem podlotów i nawet w miastach można spotkać ich naprawdę wiele!

rokitniczka
podlot mazurka
podlot wrony
samica kapturki