ptaki miasta 03.02.2021

Zauważyłem że ostatnio każdy mój post zaczyna się od „dawno nic nie pisałem”. No ale co tu mówić jak nie napisałem nic od 30 dni???? A tyle się działo! Początkowo ten rok nie zaczął się dla mnie dobrze. Na początku 2021 rozeszła się wieść że w Michałowicach pod Warszawą pojawiła się sikora lazurowa. To gatunek bardzo rzadkiej sikory występującej na wschodzie. Jakby modraszka, ale wszędzie gdzie u naszej modraszki jest jasno niebieski kolor u „lazurki” jest biel, a tam gdzie u modraszki jest kolor ciemno niebieski tam u sikory lazurowej jest kolor jasno niebieski. Po przyjechaniu zastaliśmy tłum fotografów i tyle. Sikora odleciała rano. Jedyne co mieliśmy okazje obserwować to jera, szczygły i nurogęsi. Podobnie nieudana była wyprawa na świstuna chilijskiego w parku czechowickim. Te klęski nieco wynagrodził nam karmnik. Pierwsze były czyże. Najpierw jeden pojawiał się raz na jakiś czas nieśmiało, po paru dniach codziennie na tarasie stołowała się grupka pięciu wygłodniałych czyży. Szybko też dołączyło do nich stadko trzech szpaków. Czwartego czy piątego stycznia dołączyłem do WWRu czyli do liczenia ptaków w całym mieście Warszawa. Cały nasz pech jednak musiał przejść na bok, bo do Warszawy przyszły mrozy, nawet -18 stopni. Przez tydzień walczyliśmy z eko-patrolem o uratowanie piżmówki z Saskiej Kępy, która na końcu przymarzła do lodu. Ostatecznie schwytano ją dzień przed mrozem, tuż przed nocą w której było -20 stopni. Naturalnie kępa zamarzła, a ludzie grali na niej w hokeja. Wcześniej jednak pojechaliśmy żeby brzydkim zwyczajem „zaliczyć” do listy tegorocznej rożeńca. Za karę się nam w ogóle nie pokazał. Na szczęście tę złą passę przerwała inna wyprawa na stawy Kellera- to tego dnia piżmówka stała na lodzie i była w opłakanym stanie. Kontaktowaliśmy się z OTOPem, ptasim azylem a nawet panem Andrzejem Pałganem i panią Fatimą Hayatli. Z piżmówką w głowie pojechaliśmy na stawy Kellera gdzie poprawił nam się humor bo zobaczyliśmy zmaskulinizowaną samicę krzyżówki, samicę krzyżówki z mutacją barwną „BROWN”, rożeńca i karolinkę. No dobra, przyznaję że ta ostatnia nie była dla nas zaskoczeniem bo rano taka informacja była na ornitho.pl. Karolinka to gatunek pięknej kaczki, z tego samego rodzaju co mandarynka, i jest równie kolorowa. Po powrocie do domu, kiedy zadzwoniliśmy po raz setny do eko-patrolu dostaliśmy informacje że kaczka przy pomocy strażaków została schwytana. Niedowierzając już chcieliśmy tam jechać, gdy dostaliśmy maila od ptasiego azylu z informacją że piżmówka dotarła cała i zdrowa, a aktualnie jest ogrzewana. W dodatku okazało się że teoretycznie latać mogła, ale miała tak zniszczone lotki że jej się nie chciało. Nazajutrz, po nocy z -20 stopniowym mrozem pojechaliśmy na Kępę. Dalej grano tam w hokeja, ale nas interesowało czy gdzieś jest skrawek wody wolnej od lodu. Nigdzie takiego miejsca nie było widać. Gdzieniegdzie po lodzie chodzili ludzie. Ostatecznie przy samym końcu Kępy Potockiej, obok Zielonki było kilkumetrowe oparzelisko. Na wielkie, kilkukilometrowe jezioro przypadło kilka metrów wody! Ale tam był tłum! Stada krzyżówek, śmieszek, mew siwych, łysek, wron, gawronów i kawek siedziało tam a woda parowała, co przy świetle wschodzącego słońca wyglądało obłędnie.

Kolejna przygoda wiązała się z płaskonosem. To niezwykła kaczka, w dodatku bardzo rzadka. Jak wiadomo wszystkie kaczki mają nieproporcjonalnie spłaszczone nosy, ale płaskonos przechodzi granicę możliwości. Z daleka wyglądają jak krzyżówki, ale z bliska nie sposób jej pomylić. Oczywiście to jakaś wielka sensacja nie była, co miesiąc czy dwa jakieś płaskonosy w stolicy się pojawiają, ale zawsze je przegapialiśmy, więc skoro się natrafiła okazja to pojechaliśmy, bo jedyne płaskonosy, które miałem okazje widzieć były ode mnie oddalone o dziesiątki metrów, w dodatku w mieszaninie innych kaczek. Po dojechaniu na miejsce przekonaliśmy się że Łazienki też skuł lód, ale było tu więcej oparzelisk, na jeden staw przypadały mniej więcej trzy, i tam gromadziły się stada mew siwych, śmieszek, łabędzi, krzyżówek i mandarynek. W pewnym momencie ktoś rzucił na brzeg ziarno i natychmiast z najbliższego oparzeliska wypadła chmara wygłodniałych krzyżówek i mandarynek, na końcu kroczyły łabędzie. W pewnym momencie spostrzegłem że w tym tłumie biegnie coś białego. Najpierw myślałem że to gołąb, po chwili że to kaczka typu Pekin, ale kiedy ptak się zbliżył wiedziałem już kto to. Otóż od kilku lat w Łazienkach mieszka sobie samica mandarynki, która jest kompletnie biała. Ma oczywiście dziób i łapy pomarańczowe. Przez swoje upierzenie została jako pisklę porzucona przez rodzinę i wychowana przez Pana Piotra Wiercińskiego. Mandarynka była bardzo ruchliwa i z trudem zrobiłem kilka zdjęć. Doszliśmy do następnego oparzeliska i nareszcie dostrzegliśmy parę płaskonosów. Ptaki popolowały tylko przez chwilę, i oba poleciały do innego oparzeliska. Prędko za nimi podążyliśmy, a te znowu zmieniły miejsce. W końcu, zmęczone nami poleciały w głąb parku. Zdziwieni poszliśmy ich śladem, i zastaliśmy dość niezwykły widok- para płaskonosów siedziała pod świerkiem z dala od wody, w dodatku pozwoliły zbliżyć mi się na trzy metry (!). Jak widać wszystkie te przygody wiążą się głównie z kaczkami, ale to się nie zmieniło i później. Otóż we wtorek udaliśmy się do Pragi północ, na cypel. Właściwie to dzień wcześniej, jadąc samochodem spostrzegliśmy że Wisła jest niemal cała skuta lodem i płynie śryż. Rano widzieliśmy na drugim brzegu gągoły i udało mi się nagrać start nurogęsi. Tego dnia kończyłem szkołę wcześniej, więc udaliśmy się tam w nadziei zobaczenia gągołów z bliska. Podczas spaceru na nartach biegowych jechaliśmy równo z stadkiem szczygłów, które było zupełnie niewzruszone naszą obecnością. Kiedy doszliśmy do znajomego cypla zobaczyliśmy rzeczywiście bardzo dużo gągołów, i to w dodatku z bliska. Gdzieś tam z boku majaczyły się stadka innych, ale nie chciało mi się ich fotografować skoro miałem takie same i to pod nosem. Dopiero jak już mieliśmy iść, leniwie przybliżyłem dalekie sylwetki ptaków. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłem w kadrze stadko pięciu bielaczków! Moje marzenie, nie myślałem że kiedykolwiek je zrealizuje, a to w dodatku niemal na przeciwko naszego domu!!! Może jednak najpierw napiszę co to takiego bielaczki. Otóż jest to gatunek bardzo małej traczy- to znaczy kaczek z długimi dziobami, np. nurogęsi. Samce są białe i mają czarne skrzydła oraz czarną opaskę na oczach, a samicę jak to u kaczek- szarobure. Ptaki oczywiście były bardzo daleko, ale nagle jedna samica zaczęła lecieć w naszą stronę. Wylądowała tuż przed naszym nosem, poprzyglądała nam się koso i szybko opłynęła w stronę reszty grupki. Albo była zwiadowcą, żeby sprawdzić czy mamy sztucer czy aparat, albo chciała zapozować. Taka miła historia. Następna odbyła się kilka dni później. Mieliśmy na chwilkę odwiedzić Wisłę od strony Żoliborza rano i później pojechać na drugą stronę do Pragi. Kiedy dojechaliśmy jednak, tak się wciągneliśmy że zaczęliśmy iść coraz dalej i dalej. Wszędzie pełno było gągołów, pływały naprawdę blisko a w dodatku tokowały. Co chwila przelatywały też nurogęsi i kormorany, a na odległej łasze wraz z mewami srebrzystymi siedziała jedna mewa siodłata. Przeleciał łabędź, który na 70% był krzykliwym i jedna czapla biała. Na drzewie były ślady bobrów. Na końcu zobaczyliśmy jeszcze bardzo dziwnego sołtysa i dwie mewy siodłate. Wracając zobaczyłem że wrony na coś patrzą. Podszedłem i obie odleciały a z krzaków wyszła młoda śmieszka z całkowicie zjedzonym skrzydłem, a drugim w opłakanym stanie. Podeszliśmy, a ona nic, głaskaliśmy i tak samo nie reagowała. dopiero kiedy zbliżaliśmy rękę do głowy to podnosiła otwarty dziób. Zadzwoniliśmy po eko-patrol a ten przyjechał zdumiewająco szybko, miły pan sprawnie złapał mewę i zawiózł ją do azylu. Mam nadzieje że spędzi szczęśliwą resztę życia w ptasim azylu. Sołtys okazał się być krzyżowa piżmówki i krzyżówki (!).

CDN. (zdjęcia też)

ptaki miasta 31.12

Mam dużo do napisania, dużo nic nie pisałem i dużo się działo. A więc zacznę od tego, że jest dziś ostatni dzień roku 2020. Czas na podsumowania. Otóż pod względem ptasim rok ten był dla mnie bardzo udany. Co więcej, chyba najbardziej udany w życiu. Otóż zaczął się on lodówkami, uhlami, markaczkami, szlacharami i perkozami dwuczubymi nad morzem, czaplami białymi, zimorodkami, bielikami i myszołowami w Kazimierzu dolnym i flamingami, aleksandrettami obrożnymi, wróblami apenińskimi, mewami romańskimi i czaplami nadobnymi. Dobra, nie będę nikogo zanudzał tymi nazwami, zanim bym skończył to minął by już i 2021 rok. Może napiszę o wyprawach. I o ptakach aktualnie. Otóż na Żoliborzu prawdziwy nalot grubodziobów. Nie tylko ich, wszystkich ptaków. Zaczęło się wczoraj. Na początku w karmniku wszystko było normalnie. 10 sikor, czasem sójka, rudzik. Nagle sikor zaczęły przewijać się całe masy. Było po 20 i więcej. Przyleciała wrona, zaczęła zjadać ziarno. Zaraz przyszły dwie sójki, sroka. Zaczęły nagle tonami przewijać się kosy. Jeden, drugi, trzeci, czwarty… aż przestałem liczyć. Nagle usiadł mazurek. W okolicy bardzo, ale to bardzo pospolity ale o dziwo ani razu od POŁOWY LISTOPADA nie usiadł nawet na balkonie. Nieśmiało zaczął coś skubać. Myślałem że to jeden ptak, więcej się nie pojawi a tu nagle siada drugi, trzeci, czwarty, i ani się obejrzałem a siedziało ich tu ponad piętnaście. Zaczęły stadami nadlatywać kwiczoły, jeszcze więcej było kosów i rudzików. Do mazurków dołączyły wróble. Na iglaku usiadły dwa grubodzioby. Na brzozie pojawiły się kolejne. Całe stada grubodziobów, nawet 12 ptaków. Siadały wszędzie, wciąż gdzieś przelatywały i siadały. Mazurków było już więcej niż sikor, aż tu nagle wylądował dzięciołek, najmniejszy dzięcioł Europy, wielkości wróbla. Ja marzyłem żeby go zobaczyć na Podkarpaciu, a tu mi siedzi na tarasie! Niestety nie zrobiłem mu ani jednego dobrego zdjęcia. Nagle ptaków zrobiło się mniej. Z stad grubodziobów zostały dwa ptaki, kwiczoły się zdziesiątkowały, kosy i rudziki się pochowały. Zostało tylko 5 mazurków. Dziś już dzięciołka nie było, ale mazurki były. Pełno było też grubodziobów, widziałem ich z pewnością kilkanaście. Zrobiłem też zdjęcia grubodzioba siedzącego z dzięciołem. Była też inna wyprawa. Otóż parę dni temu postanowiliśmy wyrywkowo udać się nad Wisłę. Przyjechaliśmy jak już zachodziło słońce, ale postanowiliśmy przejechać mostem na drugą stronę, do Pragi-północ, skąd obserwowało ptaki wielu ornitologów. Po dojeździe zeszliśmy po skarpie przez długą łąkę. Szliśmy bardzo długo, robiło się coraz ciemniej. Na łachach siedziały setki mew, ale „dużych mew” było bardzo niewiele, i zawsze były to mewy srebrzyste, ani jednej białogłowej czy siodłatej. W większości siedziały tu mewy siwe i śmieszki. Minęliśmy długą „Owczą wyspę” i znaleźliśmy tam ślady żerowania bobrów. W końcu doszliśmy do cypla, skąd obserwowaliśmy zachód słońca i stada nurogęsi przelatujących nad rzeką. Wracaliśmy już przez łąkę. Było za ciemno na dobre zdjęcia, ale przypatrywaliśmy się zakrzaczeniom. W pewnym momencie zauważyliśmy małego, krępego ptaszka na gałęzi drzewa. Mógł być to wróbel lub mazurek, ale na pewno nie była to sikora. Zleciał na ziemie. Nie wiem czemu zainteresowałem się i podszedłem. Nie wierzyłem własnym oczom. Przede mną siedział najprawdziwszy trznadel. Chodź to drugi najpospolitszy ptak rolniczy w Polsce to w Warszawie jest dość rzadki. Chyba. Jeżeli ktoś zna jakieś aktualne dane o ptakach stolicy to proszę podesłać. Atlas „ptaki warszawy” wydany w 2001 a wykazującym dane z inwentaryzacji od 1962-2000 roku podaje że to ptak licznie lęgowy i że lęgnie się od 500 do 1000 par tych ptaków. Ale od 1962 roku wiele się zmieniło. Trznadle zamieszkują łąki, pola, nieużytki i różnego rodzaju tereny otwarte. Wymagają różnorodnego środowiska, gdzie pola przecinają się z krzewami. Dawniej nieużytki można było spotkać zarówno na Bielanach jak i na Żoliborzu, nie mówiąc już o Wilanowie. Dziś czegokolwiek oprócz skwerów nie można spotkać w rejonie Żoliborza, a bloki i osiedla wyrastają jak grzyby po deszczu na nieużytkach w południowej Warszawie. Jeżeli ten trend się utrzyma to za paręnaście lat nie będzie śladu łąki w Warszawie. Trznadle zapewne aktualnie bardzo nielicznie lęgną się w Południowej Warszawie i w innych częściach miasta, gdzie jest trochę otwartych terenów. Nie mam żadnych aktualnych źródeł, ale „na oko” myślę, że w Warszawie lęgnie się aktualnie najwyżej 200 par tych ptaków. Kontynuując historię: wsiadaliśmy już do samochodu, gdy zauważyłem że kilkanaście metrów od nas, a ponieważ byliśmy wysoko na wale na tej samej wysokości zawisła pustułka. Przemieściła się i znowu zawisła. Zrobiłem parę zdjęć i nakręciłem filmik, ponieważ ptak był na tle nieba zdjęcia te miały nieco lepszą jakość. Jadąc wałem nagle spełniło się przysłowie „do trzech razy sztuka”. Po wale zmykał bażant. Było za ciemno żeby mu zrobić przyzwoite zdjęcie ale „nijakie” zrobiłem. Może to daleka wyprawa nie była, ale udana z pewnością! Jeśli ktoś tu dobrnął to kolejny krąg piekieł. Otóż dzień wcześniej odbyliśmy wyprawę do Raszyna. Byliśmy zachęceni kilkukrotnym zgłoszeniem na ornitho.pl bielaczka na stawie Falenickim. Ten staw pamiętaliśmy z poprzedniej wycieczki z stad gęsi, gęgaw, gęsi białoczelnych i bernikli kanadyjskiej. Kiedy dojechaliśmy zobaczyliśmy długi pas kaczek na lodzie, kilkaset ptaków. W 90% były to krzyżówki, trafiały się pojedyncze cyraneczki i liczniejsze świstuny. Okrążyliśmy pół stawu i jedyną nowością były dwie czaple siwe oraz pojedyńcza gęgawa. Okrążyliśmy 70% stawu i wreszcie jakaś nowość- para gągołów, samiec i samica. Wróciliśmy tą samą ścieżką, wciąż niczego nowego. Nagle, ni stąd ni zowąd w ciszy wylądowały na lodzie 4 gęsi zbożowe, moje drugie w życiu (lub pierwsze, bo nie jestem w stanie ocenić pewności poprawnego oznaczenia gęsi lecących na niebie). Niestety odleciały równie szybko co wylądowały i nie zdążyłem ich sfotografować. Na końcu, gdy już odpalaliśmy samochód rozległ się wrzask, który obudziłby umarłego. Niebo zrobiło się czarne, od ponad 500 gęsi. Lądowały czyniąc taki zgiełk, że kaczki czmychały na prawo i lewo. Były to gęgawy, wróciły ze stawu parkowego dolnego, gdzie zapewne żerowały. A więc i ta wyprawa była udana. Na koniec oświadczę, że tworzę „Kalendarium wypraw 2020”. Dzięki temu, wszystkie wyprawy na ptaki w tym roku nie przepadną. Opisuje tam po kolei wyprawę (nie tylko pod względem ptasim), członków wyprawy, najciekawsze zobaczone gatunki oraz zdjęcia i wykonane filmy. Polecam to wszystkim. Jutro dzięki noktowizorowi pojedziemy na Kępę, by zobaczyć dokąd nocą tupta kaczka. Albo płynie. Wszystko jedno. Na koniec dodam, że od jutra jeżeli się uda będę uczestniczył w WWR (Wielkim Roku Warszawskim czyli liczeniu ptaków). A, no i dla najbardziej wytrwałych, co dobrnęli aż tu: życzę wspaniałego nowego roku!!!

ogrodowy grubodziób z wczoraj
ogrodowy grubodziób z dziś
trznadel z Pragi
gęsi z Raszyna
Dzika rzeka, nawet z PKiNem w tle
pustułka z Pragi
gorszej jakości się nie da, ale to bażant
karmnikowy mazurek
sosnówka
karmnikowy wróbel
zdjęciowe podsumowanie tego roku cz. I
zdjęciowe podsumowanie tego roku cz. II

ptaki miasta 26.12

Ja tu nic nie pisałem, a czas mija jak sokół wędrowny w locie pikowym. Tak czy inaczej, jeszcze jest dwudziesty szósty więc życzę wszystkim wesołych świąt Bożego narodzenia. Z tej też okazji dostałem między innymi pełno pięknych książek o ptakach. Wszystko kojarzy mi się w tym okresie z piękną kolędą „W dzień Bożego narodzenia” która brzmi tak:

W dzień Bożego Narodzenia

radość wszystkiego stworzenia:

ptaszki do szopy zlatują,

Jezusowi przyśpiewują.

Słowik zaczyna dyszkantem,

szczygieł mu dobiera altem,

szpak tenorem krzyknie czasem,

a gołąbek gruchnie basem.

Wróbel, ptaszek-nieboraczek,

uziąbłszy śpiewa jak żaczek:

Dziw dziw dziw dziw dziw nad dziwy,

Bóg i człowiek wraz prawdziwy.

A mazurek z swym synem

tak świergocze za kominem:

Cier cierp cierp cierp, miły Panie,

póki ten mróz nie ustanie.

A żurawie w swoje nosy

wykrzykują pod niebiosy;

czajka w górę podlatuje,

chwałę Bogu wyśpiewuje.

Sroka wlazłszy na jedlinę

odarła sobie łysinę

i choć gołe świeci czoło.

Dzieciątku nuci wesoło.

Kur na grzędzie krzyczy wszędzie:

Wstańcie, ludzie, bo dzień będzie,

do Betlejem pospieszajcie,

Boga w ciele przywitajcie.[1]

Jak brakuje mi w tym zimowym czasie gwizdów kosa, śpiewu zięby, wilgi, szpaka czy drozda śpiewaka. Nawet śpiew bogatki jest w cenie. W jednej z przyrodniczych książek przeczytałem o tym, że terkoczący i zgrzytliwy głos strzyżyka w zwolnionym tępie jest serią niezwykłych gwizdów i melodyjnych treli. Podobno właśnie tak samice strzyżyków słyszą samce. Na tej podstawie też postanowiłem zrobić film z głosem ptaków w zwolnionym tempie. Najciekawiej wyszły trzciniak, trzcinniczek, trznadel i oczywiście strzyżyk. Jeżeli ktoś ma nagrane głosy tych ptaków polecam puścić je w zwolnionym tępie. Ciekawe jak ptaki postrzegają swój śpiew? My, ludzie nie możemy tego zrozumieć. Nasza komunikacja opiera się głównie na mowie- one mają siebie samego. Ich życie jest o wiele prostsze i milsze od naszego, odbywa się według określonego schematu, chyba że ktoś w tym przeszkodzi. My wszystko analizujemy, rozmyślamy. One idą prosto. Może się nam to wydawać obce a nawet głupie, cóż to za życie? Może nie da się tego przełożyć na język ludzi. One żyją w swojej rzeczywistości, a my w swojej. Ale ptaki są dla nas symbolem wolności- one lecą tam, gdzie chcą chyba że to my im przeszkodzimy. I proszę nie myśleć że ja jestem przeciwko inteligencji ptaków. Wprost przeciwnie, jestem największym pod słońcem wrogiem przysłowia „ptasi móżdżek” i właśnie pochłaniam książkę „Geniusz ptaków”. Uważam że to właśnie mnie brakuje czasem takiej najczystszej prostoty, której ptaki mają w nadmiarze. I może to ona sprawiła że poleciały do Betlejem. Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

ptaki miasta 19.12

Długo nic nie pisałem, ale mam usprawiedliwienie- długo nic się nie działo pod względem ptasim. Przynajmniej do dziś. Najpierw jednak należy złożyć hołd dzięciołkowi, którego zobaczyłem przedwczoraj, ale niestety nie miałem aparatu.

Otóż na ornitho.pl znalazłem informacje o ptakach zaobserwowanych na ławicach Kiełpińskich- były to cyraneczki, gągoły, perkozki, bieliki i czaple białe. No proszę- tu się jeszcze zima na dobre nie zaczęła a zastawa kompletna. Najpierw jednak opiszę dwa najważniejsze (właściwie wcale nie najważniejsze, tylko je widzieliśmy) ptaki. Cyraneczka i gągoł. Cyraneczka to najmniejsza kaczka europy. Samiec ma żółtawy kuper, gęsto prążkowane ciało, na tym czarny pasek, czerwoną głowę i zieloną brew. Samiczki nie trzeba opisywać- jak każda samiczka kaczki jest szaro-bura. Drugi bohater to gągoł. To grążyca. Otóż jest to część kaczek, tak jak nurogęś, uhla czy właśnie gągoł, które są genialnymi nurkami. Ich budowa ciała sprawia, że z nurkowaniem nie mają najmniejszych problemów, nieco gorzej jest z lądem. Samiec gągoła ma zasadniczo biały tułów, wielką, czarną głowę z złotym okiem i znajdującą się pod nią białą plamą (trochę jak orka). Samica ma brązową głowę i jest pozbawiona plamki. Przejdźmy więc do historii. W tej okolicy już byliśmy, latem i jedyne co widzieliśmy to łabędzia i pliszkę siwą. Liczyłem więc na czarodziejskie przeobrażenie się tej okolicy, niestety po przyjeździe się rozczarowaliśmy. Jedyne co nas uratowało przed ucieknięciem stąd to to, że zobaczyliśmy w oddali małą wysepkę pełną kaczek. Mieliśmy nadzieje że trafi się tam choć jeden gągoł. Wyspa okazała się być o wiele dalej niż się wydawało, i już po kilkudziesięciu minutach, kiedy przekonaliśmy się że nie ma tam nawet piórka gągoła zobaczyłem prędko znikające za zasłoną roślinności kaczki. Nie wiem czemu, ale ubzdurałem sobie że to cyraneczki i ruszyłem szalonym biegiem w tamtą stronę, co mogło się skończyć- podobnie jak w przypadku ohara skończeniem w wodzie. No i jednak to były cyraneczki. Najpierw wypłynęły trzy samice. Obejrzały mnie i poleciały na drugi brzeg rzeki. Zaraz wypłynął samiec, ale ten nie odwrócił nawet głowy i czmychnął. No cóż, zdjęcia arcydziełami nie są, ale to lepsze od 3 pikseli przedstawiających te kaczki w rezerwacie Stawinoga. W tym momencie zorientowałem się że na drugim brzegu oprócz nurogęsi płynie około 20 gągołów, zwykle samic, ale były i samce. Wycieczka była udana tym bardziej ze udało się nam kupić choinkę. Ptaki nie pozowały najlepiej, ale udało mi się zobaczyć i sfotografować choćby 2 z 5 nieprawdopodobnych ptaków zgłoszonych w ornitho z ławic Kiełpińskich. Mam nadzieje, że za dwa tygodnie gdy znowu odwiedzimy to miejsce, ptaki nieco przyzwyczają się do ludzi.

Samica cyraneczki
Samiec cyraneczki
Gągoły- na przedzie trzy samice, z tyłu samiec

ptaki miasta 13.12

Już wiele o rożeńcu napisałem, wszystko zdradziłem w poprzednim poście. Otóż widzieliśmy go. To drugi rożeniec w tym roku, pierwszy pojawił się w styczniu. Ale po kolei. Kiedy przyjechaliśmy z trudem znalazłem sylwetkę rożeńca w tłumie kaczek. W Warszawie było szaro i ponuro, zdecydowanie nie był to najlepszy czas na zdjęcia. Rożeniec był z pewnością dziki. Płochliwy, ruchliwy i nie lubił jak robi się mu zdjęcia. Co chwila chował się za kaczkami, skubał je dziobem, przeganiał, nurkował. Na domiar złego wszystko to robił w najciemniejszym możliwym kąciku stawu. Ostatecznie prawie po godzinie się zmęczył, i teraz mogliśmy mu robić zdjęcia. Oprócz nas nikt nie zwracał uwagi na rożeńca. Ponieważ miejscowy automat z jedzeniem dla kaczek się zepsuł ludzie sięgnęli po… chleb. Całe szczęście że rożeniec tego paskudztwa nie jadł.

W 2019 była to sensacja na całego, teraz jakoś nikt na niego nie zwraca uwagi. Nawet na ornitho.pl oprócz obserwacji z 11 grudnia (dzięki której dowiedziałem się o nim) niczego nie ma. Teraz ja go zgłosiłem, może ktoś przyjdzie zobaczyć:)

Rożeniec z krzyżówką
Zmęczony gryzieniem krzyżówek
Niezwykłe ułożenie piór w okolicach ogona rożeńca
Portet od przodu:)

ptaki miasta 12.12

A więc dziś tak- jednak nie pojechaliśmy nad Wisłę. Mimo wszystko się jednak cieszę, bo sprawdzając archiwa ornitho.pl natrafiłem na rożeńca zgłoszonego wczoraj na stawach Kellera. Zaraz napiszę o co chodzi, i dlaczego to takie niezwykłe ale najpierw co to jest za rożeniec. Otóż jest to gatunek bardzo kolorowej kaczki. Oczywiście krzyżówka też jest kolorowa, i nikt się nią nie interesuje (oprócz panów z dubeltówkami). Rożeniec jest jednak o tyle niezwykły że w Polsce można spotkać maksymalnie 40 par tych przepięknych ptaków. No i ów rożeniec pojawił się na stawach Kellera. Właściwie to była para, samiec i samica. Cóż, nie była to aż tak wielka sensacja bo przecież w Warszawie zdarzają się pojedyncze rzadkości. Ciekawie się zrobiło jednak gdy następnej (dwa lata później?) zimy pojawiła się znowu para. Oczywiście mogły być to te same ptaki, którym coś się spodobało w maleńkich stawach, ale samiec z poprzedniej pary miał obrączkę a ten- nie. Żeby jedna z najrzadszych kaczek Polski, akurat dwa razy pod rząd (i to inne osobniki) pojawiły się na maleńkich stawach, na których nikt nie spodziewał się czegoś więcej niż mandarynki i krzyżówki to trzeba naprawdę dużego zbiegu okoliczności. Ale jaki to zbieg okoliczności gdy rożeniec pojawia się tu znowu… To nie jedyny zbiornik w Warszawie, jezioro Zgorzała pełne cyranek, perkozów dwuczubych, zauszników, bąków… Jezioro Powsinowskie, Wisła, jeziorko Czerniakowskie i dziesiątki większych i mniejszych stawów. A nie, rożeńce uparły się na te małe stawy na Bielanach. No i niech ktoś mi powie że ptaki są oczywiste i nieciekawe…

ptaki miasta 11.12

Dziś mieliśmy pojechać nad Wisłę- co postanowiliśmy to zrobiliśmy. Chciałem pojechać w okolice mostu Gdańskiego, ale wylądowaliśmy prawie na wysokości naszego domu. Mimo wszystko bardzo się nam poszczęściło! Woda się opuściła, odsłonięte były setki wielkich głazów i łach, pomiędzy nimi zaś pędziła woda. Siedziało tu z dwa tysiące mew, kilkaset kormoranów i kilkadziesiąt nurogęsi. Niestety byliśmy od nich bardzo daleko. Łachy i głazy były bliżej położone drugiego brzegu, zresztą widzieliśmy tam wielu ornitologów z lunetami. To była kwestia czasu nim znajdziemy coś ciekawego. Udało nam się po kilkudziesięciu minutach z tysięcy mew srebrzystych, siwych i śmieszek wyłuskać dwie mewy siodłate, jedną młodą i jedną dorosłą. Dopiero co widziałem stada tych ptaków na półwyspie helskim, ale spotkać mewę siodłatą w Warszawie to coś zupełnie innego. Pojawiają się tu sporadycznie, i w większości przypadków zimą. Ptaków było jednak tak wiele że nie jestem pewien czy czegoś nie przegapiliśmy- przejrzycie zdjęcia i koniecznie napiszcie jak coś znajdziecie rzadkiego!

Taki widok!
Mewa siodłata
Nie wiem czemu ale przypomina mi to jakieś atlantyckie klify
Mewa siodłata
w locie

ptaki miasta 09.12

Dziś trochę przypomniałem sobie o istocie naszego wielkiego roku. Aktualnie równolegle z nami odbywa się WWR- wielki warszawski rok. Pytanie dlaczego w nim nie uczestniczę? Otóż powód jest prosty- mniej więcej do września niezbyt znałem się na warszawskich dzikich miejscach. Teraz już wiem gdzie szukać ptaków- jezioro Zgorzała, Czerniakowskie, Wisła na wysokości Bielan, wyspy Zawadowskie, „patelnia”, okolice PKiNU, jezioro powsinowskie… można by tak długo wyliczać. Niestety już nie mogłem się wówczas ścigać z innymi. Wystartuje w 2021, tym bardziej że mam już konto na ornitho.pl. Na razie WRŻ jest świetną alternatywą. Tym bardziej że jeśli zaloguje się na WWR 1 stycznia WRŻ wystartuje dopiero 27 marca… Ach, tyle się nagadałem a tu wczoraj byliśmy na Kępie. Nie, nie widzieliśmy pelikanów. Parę dni temu odpisała nam organizacja STOP. Odpisała nam że nie mają pojęcia o piżmówce i żeby zadzwonić do azylu. Nawet nie zdążyliśmy zadzwonić kiedy okazało się, że gdy dziś przyszliśmy piżmówki nie było. Długo jej szukaliśmy- ani śladu. Ciekawy jestem czy pokrywa się to z tym, że dwa dni wcześniej na ornitho.pl ktoś tę piżmówka zgłosił. Może dzięki temu trafiła do jakiegoś azylu? Mam nadzieje że nie skończyła w brzuchu jakiegoś miejskiego lisa… Aktualnie „badam” listę. Najważniejsze gatunki do zbadania to gęś zbożowa- gęgawa (tu już to zbadałem, gęgawa zostaje ale zbożowa odpada), pełzacz ogrodowy- leśny (identyczne!), dzięcioł białoszyi- duży (tu już sytuacja zbadana- do listy dołącza nowy gatunek- dzięcioł białoszyi) i dzięcioł czarny- w końcu nie udokumentowany i nie jestem pewien czy poprawnie oznaczyłem sylwetkę na niebie. Aktualnie listę wciąż aktualizuje, badam i notuje. Jak uda mi się ustalić pewną listę na pewno napiszę, i od tego czasu będę tą listę na codzień aktualizował i zapisywał. Kolejny problem to liczenie- teoretycznie licznie miało się odbywać tylko na terenie Żoliborza, ale sokoła wędrownego, bączka, trzcinniczka i krakwę a zdjęcia jaskółek brzegówek zrobiłem tylko już po części śródmieścia- chodź nie mam wątpliwości że w stadach jaskółek unoszących się nad Żoliborską częścią znajdowały się i takie. Nie powiem przecież że liczę ptaki Żoliborza i Bielan- nie znam się na bielanach i rzadko odwiedzamy nawet słynny lasek bielański. Myśle że da się usprawiedliwić to, że ptaki liczyłem na obszarze Żoliborza oraz obszarze parku Kępa Potocka. Niewielka różnica. Poza tym niedawno sfotografowałem na niebie z naszego domu (na Żoliborzu) sylwetkę ptaka która na 99% przedstawiała sokoła. Takie rozmyślania nad WŻRem:)

Dzięcioł białoszyi (marzec)

ptaki miasta 09.12

Czy da się połączyć miłość ptaków i ich badanie czy obserwacje? Czy ornitolodzy, sprawdzając poziom tłuszczu łozówki mogą czuć do niej coś w rodzaju miłości? Czy fotograf przyrody wystawiający słonecznik przed oknem może mieć poczucie bezinteresownej chęci pomocy ptakom, czy uzależnia się to do chęci ładnego ujęcia? Obserwacja ptaków często przynosi „kajdany”, chęć ciekawych obserwacji często przeważa w stosunku do bezinteresownej chęci pomocy czy nawet przekracza prawo. Ale da się to połączyć. Wspaniałym przykładem tak wspaniałej miłości do ptaków jest Dziadek Zosi, którego pamięci poświęcam ten wpis. Zatrzymajmy się, ptasiarze i ornitolodzy. Przyjrzyjcie się piękności piór wróbla i sikory bogatki, zamiast gnać by zobaczyć rożeńca.

Piękność mazurka:)

Ptaki miasta 05.12

Podczas gdy cały świat żyje modraczkiem w Sieradzu i kaniukiem z Bolesławic, my od dłuższego czasu planowaliśmy wycieczkę na świstuna chilijskiego, który pojawił się w parku Czechowickim. Dziś jednak, gdy udało mi się zarejestrować na ornitho.pl dowiedziałem się o oharze z Powsina. Były wprawdzie jakieś wzmianki o nim na clanga.com, ale w lokalizacji było podane tylko anemiczne „Warszawa”. No i szukaj wiatru w Polu. Najpierw jednak trochę o samym oharze. To bardzo dziwna kaczka, nie będę opisywał jego kolorów, spójrzcie po prostu na zdjęcia. Zawsze mi się wydawało że jest dość duży, ale jak się okazało jest wielkości pospolitej kaczki krzyżówki. Ohary są zwane także kaczkami norowymi, i tu kolejne dziwactwo ohara- pisklęta rodzą się u niego w norach. Owe nory są albo wykopywane przez samicę, albo ptaki zajmuję opuszczoną norę, np. borsuczą. Większość kaczek lęgnie się w szuwarach, inne tak jak gągoły albo mandarynki w dziuplach, ale ohar jest jedyny w swoim rodzaju. To bardzo nielicznie lęgowy ptak w Polsce, jego liczebność szacuje się na maks. 100 par. Lęgnie się tylko na wybrzeżu, wyjątkowo pojawia się w głębi lądu. No dobra, to wracam do historii w Powsinie. Jak dojechaliśmy zbiornik nie zrobił na nas wielkiego wrażenie- ot taka Kępa Potocka, tyle że pałętają się tu tylko dwie krzyżówki. Przez moment ogarnęły mnie wątpliwości czy się nie pomyliliśmy, ale uspokoiłem się gdy zobaczyłem osobę z teleobiektywem nieco dalej. Nagle idąc po trawach wpadłem do wody. W ostatniej chwili się wynurzyłem nie zamoczony ale ześlizgnąłem się i znowu wpadłem. Tym razem miałem już całkiem mokre spodnie. Istnym sarkazmem jest to, że akurat teraz na scenę wparadował ohar. Przepłynął się trochę, po czym wlazł na lód i zaczął wyszukiwać czegoś do jedzenia. Potem zlazł z pokrywy i lekkim ruchem odpłynął. Miły Pan z dziećmi spytał się nas co to za kaczka. Istotnie, ohar wyglądał wyjątkowo dziwnie. Przeszliśmy się jeszcze, ale znaleźliśmy tylko czaplę i parę kaczek. Ostatecznie wróciliśmy, z mokrymi spodniam, ale szczęśliwi. Niestety ptak miał na nodze obrączkę hodowlaną, co znaczy że nie jest dziki. A co tam! Przecież wyglądał jak każdy dziki ohar, czy hodowlany czy nie:)

Prezentacja:)

Ohar
I jak mu nie zimno w te łapy?
Wygląda jakby chodził po wodzie!